Autor: Bartłomiej Jankiewicz
Copyright – Prawa Autorskie

Człowiek do swego prawidłowego funkcjonowania potrzebuje różnych rodzajów energii pranicznej. Jedną z nich jest energia ziemi, zwana również ziemską energią praniczną lub za pomocą hinduskiego terminem „Udana”. Energię tą asymilujemy poprzez mniejsze czakry zlokalizowane na nogach, a w szczególności czakry na podeszwach stóp i Muladharę – pierwszą z głównych czakr. Wbrew pozorom nie asymilujemy jej jednak dużo w  czasie swojego życia. Ponieważ Udana w porównaniu do innych rodzajów energii pranicznej jest cięższa i większa, przez co unosi się maksymalnie do 90 cm nad powierzchnię ziemi w najpogodniejsze dni. Spacer boso dla wielu osób jest często jedyną okazją do wchłonięcia tej energii przez wcześniej wspomniane czakry. Następujące czynniki uniemożliwiają nam kontakt z nią:

  • Współczesne budownictwo nie uwzględnia tych właściwości Udany, mieszkania w blokach i/lub stanowiska pracy zlokalizowane w piętrowych budynkach tak naprawdę skutecznie odcinają nam kontakt z ziemią i jej energią.
  • Osiem godzin w pracy, osiem godzin snu, to już szesnaście godzin braku kontaktu z tą energią, a to tylko początek wyliczanki, do której trzeba doliczyć jeszcze codzienne czynności w mieszkaniu.
  • Również czas wolny lubimy spędzić w domu, a nawet jeśli wychodzimy ze swych czterech kątów to i tak musimy liczyć się z tym, że miejsca do których się udajemy też będą „oderwane od ziemi”.
  • Mieszkanie w domu jednorodzinnym nie ratuje sytuacji. Jeśli taki dom jest podpiwniczony to energia ziemi znajdować się będzie właśnie w piwnicy.

Powyższe czynniki skutecznie odcinają nam kontakt z ziemią, zaś te niżej wymienione częściowo go ograniczają:

  • Zbyt wysoka podmurówka ogranicza wysokość na jaką może unosić się nad podłogę Udana, czasami czynnik ten całkowicie odcina nam dostęp do tej energii.
  • Obuwie jakie nosimy również często działa jak izolator, wykonane z gumy, drewna, sztucznej skóry skutecznie blokuj jej wchłanianie przez czakry podeszwowe, przez co pozostaje liczyć tylko na wyższej położone, które niestety nierzadko mają problem z jej pobraniem z powodów jak wyżej.
  • Pończochy wykonane z włókien sztucznych to kolejny winowajca. A co gorsza ich noszenie jest przez niektóre środowiska i stanowiska pracy wymuszane na kobietach. Barbara Ann Brennan w swej książce „Dłonie pełne światła” wymienia nylonowe pończochy jako silnie zakłócające przepływ energii wzdłuż nóg i są w jej opinii przyczyną wielu chorób kobiecych obecnej doby.

Ziemską energię praniczną system energetyczny wykorzystuje do zasilania głównych czakr dolnych (Muladhary, Svadhistany i Manipury), zaś w mniejszym stopniu do zasilania wyższych czakr. Prawidłowe zasilenie, energią ziemi, niższych czakr manifestuje się nie tylko jako zdrowy i silny organizm, ale również jako życie usiane sukcesami w tych dziedzinach za które odpowiadają niższe czakry (polecam mój artykuł „Czakry – przejawy ich działania”).

Ponadto spacer po ziemi działa jak masaż stref refleksyjnych stóp, co przyczynia się do ożywienia krążenia energii życiowej w ciele. A także w tym czasie system energetyczny wydala przez czakramy stóp znaczne ilości negatywnej energii, przez co działa on oczyszczając.
Najbardziej polecane jest chodzenie boso po trawie wczesnym rankiem, kiedy jest ona mokra od rosy. Również korzystne jest chodzenie po wilgotnych kamieniach w płytkim strumieniu. W literaturze spotkałem się także z wymienieniem spaceru po świeżym śniegu, jako równie korzystnego, choć nigdy nietestowałem tego na sobie.

Tego roku jest bardzo dużo kleszczy, więc wybierając się na taki spacer uważajcie aby się jakiś do was nie przyczepił. Kleszcze mogą spaść na nas nie tylko z drzew, żyją również w trawie i na krzewach i z każdego z tych miejsc mogą się przyczepić do człowieka. Choć osobiście coś takiego mi się nie zdarzyło, to jednak mój pies łapie je regularnie i żadne środki jakie zastosowaliśmy, celem uchronienia go przed nimi, nie zdają egzaminu. Lecz pomimo to życzę wam wielu przyjemnych spacerów boso.

Pozdrawiam

Literatura:
Barbara Ann Brennan, „Dłonie pełne światła”, Wydawnictwo Amber
Choa Kok Sui, „Praniczne uzdrawianie kolorami”, Wydawnictwo Naukowe PWN
Maria Duval, „Moich sześć sekretów”

Zobacz również/See also:
Czakry – przejawy ich działania

Autor: Bartłomiej Jankiewicz
Copyright – Prawa Autorskie

To jedna z najprostszych a zarazem najskuteczniejszych technik samouzdrawiania. Służy do usuwania negatywnych blokad ciele i czakramach. Nie ma ona jednak zbyt wiele wspólnego z tzw. „Odżywianiem światłem”.

Oto jak wykonać tą techniki:

  1. Pozycja – wykonywać tą technikę można w każdej pozycji, siedząc, leżąc, stojąc, choć najwygodniej wykonuję się ją leżąc.
  2. Relaks – prawidłowe wykonanie „oddychania światłem” nie wymaga wcześniejszego relaksowania się, choć bez wątpienia relaks ułatwia wykonie tego ćwiczenia i z powodzeniem można łączyć je ze sobą
  3. .Oddech – oddychaj miarowo, ale bez narzucania sobie jakiegoś specjalnego rytmu czy tępa.
  4. Wizualizacja – to główny punkt tej techniki. Wyobrażaj sobie jak z każdym wdechem wdychasz poprzez dane miejsce, w którym czujesz blokadę, białą czysta energię z otoczenia, w postaci białych globulek, a przy wydechu wydychasz brudną szarą/czarną energię, która trafia do wnętrza Ziemi. Tam zostanie całkowicie spalona i przetransformowana na czystą. Poczuj jak blokada ustępuje, poprzez likwidację napięcia i/lub bólu.

Powyższa metoda jest bardzo korzystna przy szybkim i chwilowym usuwaniu blokad, napięć i bólu. Możliwe jest też całkowite oczyszczenie z danej energii, jeśli jest to jakaś chwilowa emocja, np. stres, gniew, nienawiść, która w danym czasie nas ogarnęła. Jednak metoda ta nie zlikwiduje pierwotnych przyczyn tego stanu i intencji je podczytujących. A w przypadku stale powracających bólów i napięć polecam wizytę u lekarza i specjalisty medycyny niekonwencjonalnej, celem zidentyfikowania owych przyczyn i ich pełnej likwidacji na poziomie fizycznym jak i duchowym.

Pozdrawiam

Tytuł: Misy Tybetańskie

Autor: Ewa Kania

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

Ocena: Ocena 1,5

Książkę tą kupiłem z nadzieją poszerzenia mojej wiedzy na temat mis tybetańskich i terapii nimi wykonywanej. Czytając ją próbowałem wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji, na ten temat. Niestety moi drodzy nie dało się.

Ewa Kania „Misy Tybetańskie”

Publikacja ta, to jedno wielkie rozczarowanie. Tego typu książki osobiście zaliczam do kategorii: „płatne broszury reklamowe”, tzn. są to książki, które przekazują bardzo, bardzo ogólnikową wiedzę na dany temat, przy której Internet, nawet w najbardziej skąpym wydaniu jest i tak obfitszym źródłem wiedzy w danym temacie, zaś głównym powodem ukazania się tych publikacji jest po prostu rozreklamowanie autora (i oczywiście usług, które świadczy za odpłatnością).

Oceniłem tą książkę mimo wszystko na 1,5, wahałem się czy dać dwa, choć powinienem dać zero. Moje rozterki co do oceny są spowodowane zamieszczeniem rozdziału „Czakry”, w którym autorka opisuje czakry i ciała subtelne. Opis ten jest dość skondensowany i dla osoby nie będącej w temacie bardzo pouczający, i miałem już za niego dać 2, ale ponieważ opis ten zawiera pewne niekonsekwencje, i braki (np. brak opisu poziomów ciała przyczynowego), dla tego jest 1,5. Rozdział ten ponadto stanowi prawie połowę książki.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe, należało by nadać książce tytuł „Czakry i misy tybetańskie” przy czym część tytułu „[…] i misy tybetańskie” powinna być napisana dużo mniejszą czcionką niż wyraz „Czakry […]”, który powinien górować nad nimi. Taki tytuł i układ edytorski nie wprowadzał by w błąd czytelnika co do zawartości.

Zastanawia mnie jeszcze fakt, dla czego ta ksiązka się ukazała? Zrozumiał bym, gdyby się ukazała nakładem własnym autorki, lecz w tym przypadku wydana została przez Studio Astropsychologii. Za opublikowanie tak słabej pozycji, w takim przypadku, ponosi po połowie i autor, i wydawca. Ja rozumiem, że początkowe lata nowego tysiąclecia były okresem braku fachowej literatury w tym temacie i istniał popyt na tego typy publikacje, ale żeby wydawać aż tak słabą pozycję?

Wracając jeszcze do tematu „płatnych broszur reklamowych”, chciałbym was przestrzec przed tego typu publikacjami, w które niestety obfituje rynek. Ta pozycja jeszcze się obroniła, dzięki rozdziałowi o czakrach, ale niestety w rzeczywistości bywa jeszcze gorzej. To żenujące, że takie pozycje w ogóle się ukazują. Wiem, że wydanie broszury reklamowej nie jest sprawą tanią i wszelkie sposoby obniżenia kosztów są cenne, ale żeby nabijać ludzi w butelkę? Czy dobra reputacja nie jest wartością znacznie cenniejszą?