| Tytuł: Misy Tybetańskie
Autor: Ewa Kania Wydawnictwo: Studio Astropsychologii Ocena: Książkę tą kupiłem z nadzieją poszerzenia mojej wiedzy na temat mis tybetańskich i terapii nimi wykonywanej. Czytając ją próbowałem wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji, na ten temat. Niestety moi drodzy nie dało się. |
![]() |
Publikacja ta, to jedno wielkie rozczarowanie. Tego typu książki osobiście zaliczam do kategorii: „płatne broszury reklamowe”, tzn. są to książki, które przekazują bardzo, bardzo ogólnikową wiedzę na dany temat, przy której Internet, nawet w najbardziej skąpym wydaniu jest i tak obfitszym źródłem wiedzy w danym temacie, zaś głównym powodem ukazania się tych publikacji jest po prostu rozreklamowanie autora (i oczywiście usług, które świadczy za odpłatnością).
Oceniłem tą książkę mimo wszystko na 1,5, wahałem się czy dać dwa, choć powinienem dać zero. Moje rozterki co do oceny są spowodowane zamieszczeniem rozdziału „Czakry”, w którym autorka opisuje czakry i ciała subtelne. Opis ten jest dość skondensowany i dla osoby nie będącej w temacie bardzo pouczający, i miałem już za niego dać 2, ale ponieważ opis ten zawiera pewne niekonsekwencje, i braki (np. brak opisu poziomów ciała przyczynowego), dla tego jest 1,5. Rozdział ten ponadto stanowi prawie połowę książki.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe, należało by nadać książce tytuł „Czakry i misy tybetańskie” przy czym część tytułu „[…] i misy tybetańskie” powinna być napisana dużo mniejszą czcionką niż wyraz „Czakry […]”, który powinien górować nad nimi. Taki tytuł i układ edytorski nie wprowadzał by w błąd czytelnika co do zawartości.
Zastanawia mnie jeszcze fakt, dla czego ta ksiązka się ukazała? Zrozumiał bym, gdyby się ukazała nakładem własnym autorki, lecz w tym przypadku wydana została przez Studio Astropsychologii. Za opublikowanie tak słabej pozycji, w takim przypadku, ponosi po połowie i autor, i wydawca. Ja rozumiem, że początkowe lata nowego tysiąclecia były okresem braku fachowej literatury w tym temacie i istniał popyt na tego typy publikacje, ale żeby wydawać aż tak słabą pozycję?
Wracając jeszcze do tematu „płatnych broszur reklamowych”, chciałbym was przestrzec przed tego typu publikacjami, w które niestety obfituje rynek. Ta pozycja jeszcze się obroniła, dzięki rozdziałowi o czakrach, ale niestety w rzeczywistości bywa jeszcze gorzej. To żenujące, że takie pozycje w ogóle się ukazują. Wiem, że wydanie broszury reklamowej nie jest sprawą tanią i wszelkie sposoby obniżenia kosztów są cenne, ale żeby nabijać ludzi w butelkę? Czy dobra reputacja nie jest wartością znacznie cenniejszą?








Najnowsze komentarze